czwartek, 9 października 2014

Rozdział 3

Stali tam rzeźnicy. Tak, pamiętam ich od dwóch lat. Chcieli porwać Ruffian. Podbiegłam tam i stanęłam przed nimi.
- Czemu tu  szukacie? - warknęłam.
- O.. Glorie, chcemy kupić konia, za 20 tysięcy. Który jest na sprzedaż? - zapytał.
- Żaden i  spadajcie, bo wezwę właścicielkę. - mruknęłam głośno. Westchnęli i poszli do auta. Wyjęli wielki nuż i podeszli do mnie.
- Co pan chce zrobi... - nie dokończyłam, bo podłożył mi nuż pod gardło. z dworu wyszli chłopcy, wykorzystałam sytuacje gdy nikt nie patrzył i uciekłam do stajni. Odsapnęłam z ulgą, ale ciągle się bałam o Luke'a i Aleksandra. Powoli podeszłam do drzwi stajni. Wyjrzałam i zobaczyłam odjeżdżające auto. Chłopacy siedzieli na ławce obok stajni. Przysiadłam się.
- Dziękuję. - uśmiechnęli się do mnie. Skierowałam się w stronę dworku. Weszłam do środka,a za mną chłopacy. Wszyscy tam byli.
- Słuchajcie. - zaczęła Pani Teressa. - Dzisiaj  o 12 i 16 będzie jazda, bo mam wolny czas i mogę trochę pokierować. Więc, macie godzinkę na przygotowanie koni, Luke, pojeździsz na Rewusie, a ty Brayan na Rewii i jeszcze Sophie na Debbie tak?
- Ok. - powiedzieliśmy chórem. Jako pierwsza wyszłam i pobiegłam do Ruffian. Wzięłam uwiąz i jej kantar (stary muszę kupić jej nowy). Przywiązałam ją do  czyszczenia na dworze i poszłam do siodlarni  po sprzęt. Położyłam siodło ujeżdżeniowe (moje) i czaprak (To) na koźle, a ogłowie powiesiłam na haku. Poszłam po moją skrzynkę ze szczotkami i wyczyściłam Ruffian zajęło mi to dobre 40 minut. zabrałam się za siodłanie. Położyłam czaprak i jeszcze kożuszek. Założyłam siodło i zapięłam  popręg (również z kożuszkiem. Zostało mi głowie, więc zaraz się za to zabrałam. Od razu wzięła wędzidło i zapięłam wszystkie paski. Ubrałam jej jeszcze nauszniki i owijki. Prawie bym zapomniała o podogoniu. Popędziła po nie. Założyłam i zapięłam je. Zostało mi kilka minut więc postanowiłam zobaczyć co u reszty. Wszystkich już "obleciałam",  ale została mi Sophie. Zajrzałam do niej. Była cała zapłakana, a obok stała wyczyszczona, ale nie osiodłana Debbie.
- Sophie, nie płacz już ci pomagam. - pomogłam dziewczynce wstać i szybko osiodłałyśmy kucyka. Skończyłyśmy akurat o 12.
- Dziękuję Ci, Glorie. - pokiwałam głową i pobiegłam do mojej klaczy. Miałam lekką zadyszkę, ale mi przeszła. Po kilku minutach przyszła Pani Teressa.
- Chodźcie dzieci. - powiedziała. Zrobiło się troszkę chłodno, więc wzięłam bluzę, która wisiała na boksie Ruffian. (zostawiłam ją tam z lenistwa). Zapięłam na guziki i odwiązałam Ruffijj. Jako pierwsza odeszłam ze stanowiska. Skierowałam się na ujeżdżalnie. Niesamowite, była taka duża, a do każdego jej zakątka docierał głos instruktorki. Zatrzymałam konisia (<3) i zrobiłam sobie strzemiona. Na 11 dziurkę. Miałam najkrótsze (nie licząc Sophie) nogi z całek "ekipy". Wsiadłam na klacz. Ruszyłam ją. Pochyliłam się sprawdzając popręg. Kobyła podniosła wysoko głowę, ponieważ zauważyła zająca biegającego na łące (obok stajni nie pastwisko). Zaśmiałam się i wjechałam do środka. Zrobiłam to co miałam zrobić i ruszyłam. Wszyscy się już znaleźli na ujeżdżalni. Pani Teressa wzięła Sophie na lonżownik obok ujeżdżalni, żeby nie przeszkadzać w środku. (Nie miała lonży przyczepionej, chodziła luzem po kole.) Robiliśmy wolty, przecinanie ujeżdżalni i półwolty. W końcu nadszedł czas na kłus. Zacisnęłam lekko łydki i ruszyłam, Ruffian, była bardzo szybka więc musiałam ją zwalniać. Szcęście, że można robić wolty, bo bym stępowała. Wjechałam na ogon Rewusa. Już miałam zrobić woltę, gdy wałach przede mną kopnął kobyłkę i ta stanęła dęba. Brykała mi i była bardo spanikowana. Po chwili zaczęła strzelać barany i wbijać zadem. Rewus znów się zamachnął i je stralił,ale tym razem nie trafił i jeszcze bardzie się zezłościł. Klacz zaczęła mi galopować i brykać. Na jednym z zakrętów Ruffi za mocno zarzuciła łbem, bryknęła i spadłam na głowę. Koń zatrzymał się i podszedł do mnie. Strasznie zabolał mnie kark, ale nic się nie stało, instruktorka podbiegła do mnie i pomogła wstać.
- Wszystko okej? - zapytała. Pokiwałam głową na tak i wsiadłam na Ruff. Postępowaliśmy chwilkę i Pani Teressa powiedziała, że ja mogę pojechać na łąki, bo się boi.
- Dobrze. - pomachałam im na pożegnanie i zagalopowałam w stronę łąk. Minęła ta godzina i konik był już zmęczony. Postanowiłam zrobić ostatni galop i wrócić szybciej do stajni. Przy okazji skoczyła kłodę i zaliczyła potknięcie. Rozstępowałam ją i zsiadłam z klaczy. Instruktorka podeszła do mnie na chwilkę.
- Kochanie, jakbyś mogła do przelonżuj Pimka, bo ostatnio rzadko chodził. - powiedziała szybko i poszła z powrotem na ujeżdżalnię. Szybko rozsiodłałam Ruffian i przeczyściłam ją lekko, aby nie miała zaklejek. Zamknęłam boks i poszłam wyczyścić czaprak. Po chwili odłożyłam o i resztę sprzętu, łącznie z umytym wędzidłem. Przy okazji wzięłam siodło i resztę potrzebne do Pimpka. Przywiązałam go w boksie, żeby mi nie łaził, bo bardzo to lubi robić. Nie miałam z nim problemu, więc wyczyściłam go szybko. Osiodłany i czysty kucyk ruszył za mną na padok. Po drodze wzięłam lonże i bata. Przyczepiłam "sznurek" do niego i szłam dalej.
- Pani Teresso, ja go tu przelonżuję nie będę wchodzić wam na ujeżdżalnie. - zawołałam i wydłużyłam lonże, aby kucyk mógł odejść. Strzeliłam lekko batem żeby szedł żwawiej, ale kucyk za miast tego zaczął brykać i prawie siodło mu spadło. Podeszłam do niego, poprawiłam sprzęt oraz podpięłam mocniej popręg, ponieważ mogłam mu pięść włożyć. Po zrobionej "robocie' wydłużyłam znów lonże i złapałam porządnie bata. Cicho strzeliłam, aby sprawdzić czy jeszcze raz tak zrobi, na szczęście nie. Powtórzyłam czynność, ale mocniej. Nic. Jeszcze raz i nic. Pokiwałam głową i popędziłam go o kłusa. Pimpek miał w sobie za dużo energii, bo zaczął galopować. Westchnęłam cicho i "obracałam" się w kółko. Po jakichś 20 minutach ostrego galopu przeszedł do stępa. Miał zadyszkę i  mogło mu się w głowie kręcić, więc postanowiłam zmienić kierunek. Podszedł do mnie a ja naprowadziłam (?) go w drugą stronę. Dałam mu trochę odsapnąć i zacmokałam. Ruszył kłusem, ale bardzo wolnym. Przewróciłam oczami i popędziłam go batem. Po 30  minutach lonżowania nie chciało mi się już stać w miejscu i kręcić w kółko, więc odstawiłam go do boksu. Odetchnęłam z ulg, gdy już rozsiodłałam Pimpka i odłożyłam sprzęt. Usiadłam na płotku ujeżdżalni i wpatrywałam się w jazdę. Nie słuchałam co mówi pani Teressa. Moją największą uwagę przykuł Luke, który męczył się na Rewusie, a wałach chciał  ciągle mu galopować. Wszyscy patrzyli na niego z podziwem, ponieważ koń chciał mu ciągle galopować, brykać i strzelać barany. Przewróciłam oczami bez żadnego zainteresowania. Chociaż miałam ochotę na niego patrzeć.

-------------------------------------
Maci wkońcu ten bardzo wycekany rozdial. Pisałam go tak długo, bo nie miałam pomysłu co mogło się dalej dziać, jeżli macie jakieś pomysły, to proszę (!) piszcie w komach,albo na gmailu. Może jest do dupy, ale napisałam :3 Do zobaczenia (następny będzie szybciej xd)








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz