
- Czy możesz po oprowadzać moją córkę? - zapytał jej ojciec.
- Zapytajcie się instruktorki nie mnie. - odpowiedziałam oschle. Pan spojrzał na mnie i odwrócił się bokiem.
- Popilnuj jej. Zaraz przyjdę. - rzucił i poszedł w kierunku "dworku".
- Jestem Jessica, a ty? - zapytała mnie dziewczynka.
- Słuchaj, bądź tak miła i odczep się ode mnie tak? Jak nie to już nigdy nie pozwolę ci postawić tu swojej zasranej nogi. - uśmiechnęłam się sarkastycznie. Po chwili zeszła do nas pani Teressa.
- Glorie, proszę żebyś oprowadziła tę dziewczynkę trzy razy, po ujeżdżalni na Polance, albo jakimś kucyku. Dobrze? - zapytała.
- Ale ja właśnie chciałam pojeździć na Ruffian. - oburzyłam się.
- Pojeździsz później, teraz masz zająć się Jessicą. - powiedziała stanowczo instruktorka i wyszła. Westchnęłam tylko i odstawiłam klacz do boksu. Rozsiodływałam ją jak najdłużej umiałam. W końcu zamknęłam boks i poszłam po sprzęt do Polanki. Była najgrzeczniejszym kucykiem. Może to dlatego, że też trochę leniwym, ale zawsze coś. Oporządziłam klacz i wyszłam z nią przed stajnię. Jessica była gotowa. Miała na sobie toczek i ubrane porządne buty, spodnie. Szłam więc w kierunku ujeżdżalni. W środku zamknęłam bramkę i zatrzymałam kuca.
- Wsiadaj. - powiedziałam obojętnie. Dziewczynka zrobiła to co kazałam. Z moją pomocą.
- Możemy porobić jakieś ćwiczenia? - zapytała słodkim głosikiem.
- Przytul Polankę. - rozkazałam i szłam dalej.
- Coś jeszcze? - dopytywała z zaciekawieniem.
- Możesz... Jechać bez dwóch rąk. - rzuciłam w jej stronę. W tym samym czasie, jej tata robił nam zdjęcia. Zrobiłam już trzy okrążenia. Stanęłam w środku i poklepałam klacz. Jessica zeszła i podziękowała mi. Nie odpowiedziała tylko od razu zaprowadziłam kuca do stajnie. Szybko ją rozsiodłałam i zabrałam się za Ruffian. Tym razem mi się udało. Gdy miałam wyprowadzać mojego konia przyszedł ojciec małej.
- Masz zapłatę. - podał mi.
- To instruktorce. - pokazałam stojącą za stajnią Panią Teressę. Na ujeżdżalni szybko wsiadłam na konie i przełożyłam bata. Kilka przeszkód było rozstawionych. Najpierw chciałam się trochę rozruszać, więc przycisnęłam łydki i pokłusowałam chwilkę. Przeszłam do stępa i pokonałam drążki. Zrobiłam woltę i przecięłam ujeżdżalnie. Zmieniłam kierunek i za kłusowałam. Po chwili docisnęłam mocno łydy i koń pobiegł galopem. Ruffian, była najlepiej skaczącym koniem w stajni. Przynajmniej tak mówiła Pani Teressa. Dlatego skierowałam ją na przeszkodę i popędziłam trochę batem. Przyśpieszyła jeszcze i pięknie przeskoczyła okser. Następna była koperta, potem stacjonata i na koniec mur. Przyznaję troszkę się bałam na końcu, bo to aż 130 centymetrów. Ale z łatwością klacz przeskoczyła przeszkodę. Przeszłam do kłusa, a po chwili do stępa. Ruffi była zmęczona, więc występowałam ją, a potem poszłyśmy w stronę stajni. Instruktora kazała mi wypuścić konie. Wypuściłam Ruffian, Syrenkę, Pompla, Zefira, Rawię, Ritę i Rewusa. Na koniec zostawiłam Rewusa, Junaka i Begonię. Imicha i Polaka wypuściłam na inne pastwisko, ponieważ są ogierami. Wszystkie kuce (oprócz ogierów) pasały się na trzecim pastwisku, a ogierki na czwartym. Jeszcze puste zostały trzy pastwiska. Ale to na "czarną godzinę". Zastanawiałam się gdzie jest Klara, Luke i reszta. Pewnie do miasta pojechali. Skierowałam się w stronę mojego pokoju.

W środku przebrałam się w czyste ubrania. Uczesałam włosy. Przeszłam się chwilkę po lasku obok. Wypuściłam psy z domku. Czekałam, czekałam, aż w końcu się doczekałam na Klarę.
- Hej! - krzyknęła, gdy mnie zobaczyła.
- Cześć. - powiedziałam. Obdarzyła mnie ciepłym i szerokim uśmiechem ukazując swoje piękne białe zęby. Odwzajemniłam gest, ale zrobiłam to prawie niewidocznie, przez co moja przyjaciółka zesmutniała. Nagle jednak na mojej twarzy rozkwitł wielki uśmiech.
- I taką Glor lubię. - zaśmiała się Klara.
- Dzięki. - powiedziałam. - Konie są wypuszczone na pastwisko, więc nie pojeździsz.
- Eeee tam! Przecież możemy popatrzeć jak się pasają albo coś. - poklepała mnie po ramieniu.
- W ogóle gdzie byłaś? - zapytałam.
- W sklepie, bo musiałam kupić nowy czaprak dla Pompla, bo tamten się sprał. - wyjaśniła. Wyjęła zza pleców zakup i mi go pokazała. Był piękny. Pokiwałam głową.
- Eskadron. - pomyślałam na głos.
- Tak, kosztował tylko kilka stówek. - spojrzałam na nią.
- TYLKO!? - krzyknęłam.
- Tak, spokojnie, nie kupiłam z pieniędzy stadniny. - ona także się trochę uniosła.
- To dobrze, bo wcale nie jesteśmy jedną z tych bardzo "bogatych" stadnin. - uśmiechnęłam się tajemniczo.
- Boże! Przestań Glorie z tym dobra!? Nic złego nie zrobiłam, ja jestem bogata, a nie biedna jak ty! - wykrzyczała mi w twarz. Kilka łez zakręciło mi się w oczach.
- Jesteś okropna! - wrzasnęłam.
- Glor ja.. - nie słuchałam jej już, ponieważ odbiegłam. "Poleciałam" do pokoju i zatrzasnęłam drzwi bardzo głośno. Rzuciłam się na łóżko i tak leżałam przez dwie godziny. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
--------------------------------
Hej kochani! Koniec dzisiejszego rozdziału. To mój pierwszy, więc proszę bez hejtów. Mam nadzieję, że ktoś achęci się to czytania mojego bloga. To na tyle! Pa.
Jeszcze jedno pytanie. Jak myślicie, kto zapukał do drzwi Glorie?