piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział 4

Wyczułam, że ktoś się na mnie patrzy. Tyko kto? Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam moją kuzynkę Monicę. Byłam szczęśliwa, a zarazem zła na nią.
- Monica!? - krzyknęłam i podbiegłam do niej. Już miała rozłożyć ręce do uścisku, ale ją odepchnęłam.
- Och.. Glor, znowu się widzimy. - podskoczyła ze szczęścia. Nie lubiłam jej, bo zawsze dobierała mi albo chłopaków, albo przyjaciółki i raz prze nią Ruffian mogła stracić życie, bo "nie chciała najechać na druty kolszaste". Prychnęłam i odwróciłam się napięcie. Trochę sztywnym krokiem podeszłam do Pani Teresy.
- Glorie skarbie, mówię ci to pierwszej, więc nie mów nikomu. Za niedługo przyjadą nowe konie, ponieważ odkupiliśmy je. Ten budynek z tyłu to nowa stajnia, jest w niej 5 miejsc, a koni 6, więc będziemy musieli coś zrobić. - podniosłam głowę, a mój wzrok powęrdował na sylwetkę Luke'a, który właśnie przejeżdżał obok nas.
- Może Dolonga, bo ma duży boks to będzie mieszkała na tym wybiegu, przecież jest tam domek i małe jeziorko. - ciągnęłam.
- Super! To mam prośbę, mogłabyś ją już przenieść? Ja wtedy zajmę się resztą. - pokiwałam głową i pobiegłam do Dolongi. Jako jedyny kucyk miała boks tam gdzie duże konie. Wzięłam uwiąz i założyłam jej kantar.  Zaprowadziłam ją i poszłam do Ruffian. Obok jej boksu stała Monica i uśmiechała się sztucznie.
- Spadaj od mojego konia! - zawołałam od progu, bo boks klaczy jest na końcu stajni. Dziewczyna z przestraszenia podskoczyła i z rąk wypadło jej moje ogłowie i siodło.
- Podnoś to! Nie pozwolę ci na niej jeździć! - wrzasnęłam i sprzedałam jej siarczysty policzek. Złapała się za niego i podała mi sprzęt. Po kilku sekundach zauważyłam, że nie ma czapraka.
- Chciałaś na niej jeździć bez czapraka!? - teraz to mnie zdenerwowała. - Ty... - nie dokończyłam, bo weszła Pani Tresa. Położyłam sprzęt na koźle poszłam po czaprak i nausznik. Przy okazji wzięłam toczek i zapięłam go. Planowałam zrobić Ruffian krótką lonże, bo nie była dzisiaj na pastwisku, a tylko godzinkę jeździłam. Osiodłałam ją i zapięłam popręg. Wzięłam jeszcze bata i ruszyłyśmy. Wydłużyłam "sznurek" na całość,  trzymając końcówkę. Tak postępowałyśmy chwilkę, zakłusowałyśmy i znów stęp i kłus i trochę galopu. Na koniec wsiadłam na nią, skoczyliśmy okserka (60 centymetrów) i stacjonatę (80 centymetrów). Tak  minęła godzinka. Wszyscy skończyli i  odprowadzili konie, łącznie ze mną. Przeczyściłam ją i poszłam odłożyć i wyczyścić sprzęt. Po 30 minutach weszłam do dworku skierowałam się do mojego pokoju. Jednak na schodach ktoś mnie zatrzymał.
- Co.. - jęknęłam i odwróciłam się.
- Glorie, pojedziesz ze mną do miasta, bo muszę sobie kupić czarne bryczesy. - poprosił Luke.
- Okej, a która jest? - zapytałam.
- Około 13-14. - odpowiedział.
- Ok szybko się przebiorę. - mruknęłam i pobiegłam do góry. Ubrałam TO i wyszłam. Chłopak już czekał przed autem. Wsiadłam i zapięłam pas. Byliśmy tam około godziny. Gdy wchodziliśmy do auta zaczepił nas....

----------------------------------------------
Hej, hej, przepraszam, przepraszam! Dłuuugo czekaliście na ten rozdział jest do dupy i chyba usunę zakładkę "konie" albo chociaż te konie szkółkowe, nie wiem... Jak myślicie kto ich zaczepił?